PolandAccess.pl
SEARCH
IN Warsaw
Exchange Rates
Warsaw Stock Exchange - Indices
The Warsaw Voice » Other » Monthly - October 18, 2005
Tak, to Jest moja muzyka
Article's tools:
Print

"Szczytem jest prostota. Po przezwyciężeniu wszystkich trudności, przegraniu tysięcy nut, dochodzi się do czarującej prostoty, stanowiącej najwyższy szczyt sztuki. (...)" Fryderyk ChopinKiedy osiąga się ów szczyt? Czy jest możliwe, żeby mogli się na nim znaleźć ludzie młodzi, bardzo młodzi, których słuchamy na XV Konkursie? Mają wielkie ku temu atuty: siłę talentu i moc młodości. Oto, co pokazali w dwóch ostatnich dniach eliminacji II etapu.

19-letni wrocławianin Gracjan SZYMCZAK mocnym i pewnym gestem pianistycznym rozpoczął Poloneza As-dur op. 53. Utrzymał jego charakter maestoso i całkiem dobrze poradził sobie z jakże niełatwym zadaniem, by wczesnym rankiem "na dzień dobry", zagrać tak "mocną" jak Polonez op. 53 pozycję repertuaru. Muzykalnie wykonał Mazurki op. 59, zwłaszcza pierwszy a-moll. Na Sonatę op. 58 brakło już nieco sił i koncentracji.

Młodszy od niego o rok Krzysztof TRZASKOWSKI z Białegostoku rozpoczął swój recital od Sonaty b-moll op. 35. W Grave Doppio movimento potrafił stworzyć spójną całość, co w przypadku osobliwej architektoniki tej części, bo odchodzącej od zasad formy klasycznej, nie jest zadaniem łatwym. Podobała mi się jego interpretacja Mazurków op. 17, zwłaszcza obu w tonacjach molowych (nr 2 e-moll i nr 4 a-moll) poza tym, że zagranymi "w nastroju" - też z sugestywnym podkreśleniem elementów ludowej stylizacji.

Gdybym słuchał Poloneza As-dur op. 53 i 3 Mazurków op. 59 w wykonaniu Sławomira WILKA na normalnym koncercie, pewnie uznałbym, że styl interpretacji jest dobry, a nawet bardzo dobry. Jednakże konkurs - z uwagi na to, że słuchamy pianistów w serii - rządzi się innymi nieco prawami. Tu potrzebny jest tzw. błysk, którego - Boże uchroń - nie pomylmy z blichtrem. I tego trochę brak naszym wirtuozom. Może Piotr BANASIK, który jako czwarty Polak grał tego dnia, rodzi sobie z tym nie najgorzej. Jego pianistyka, raczej uniwersalna, niż w jakiś wyszukany sposób ukierunkowana na niuanse stylu chopinowskiego, robi wrażenie męskiej, pewnej, choć też i w swym obiektywizmie - momentami nawet chłodnej. Jako jedyny miał w programie Mazurki op. 50.

Dwójka Japończyków: Nobuyuki TSUJII i Takashi YAMAMOTO już po I etapie została zaliczona do indywidualności XV Konkursu. Gra pierwszego z nich - niewidomego artysty liczącego17 lat, porusza do głębi swą szczerością. Budzi również podziw, bo jest doskonała w samej realizacji. Kontakt Tsujii z klawiaturą to zjawisko natury metafizycznej, ale również... fizycznej, gdyż gra on teksty Chopina, właściwie nieskazitelnie. W jego sztuce pokochaliśmy to, że gra od siebie i na pewno też o sobie. Daje nam wzruszenie.

Studiujący w Polsce Takashi Yamamoto w I etapie dał się poznać jako żywiołowy wirtuoz. II etap rozpoczął inaczej, gdyż jako jeden z niewielu na pierwszy punkt recitalu wybrał Mazurki op. 59, traktując je jako miniatury liryczne. Za to w Sonacie b-moll op. 35 mógł raz jeszcze zademonstrować to, co go wyróżnia w gronie indywidualności tegorocznego konkursu: grę żywiołową i dramatyczną. Ale ten sam sposób ujęcia Poloneza As-dur już nieco zachwiał heroicznym majestatem tego dzieła.

Grupa półfinalistów pochodzących z Korei Płd. to bracia Lim oraz dwie panie. Ciesząca się już dużym światowym rozgłosem Yeol Eum SON (recenzowaliśmy jej występ w poprzednim numerze "Gazety") oraz Soo-Jung ANN, której recital z Opus 22-gie, Mazurkami op. 30 i Sonatą h-moll rozwijał się stopniowo, by mniej więcej w połowie sonaty "coś zaczęło się dziać" na tyle, by się przekonać, że 18-letnia Soo-Jung Ann, poza muzyczną wrażliwością, wiele już potrafi gdy idzie o pianistyczny warsztat.

Braci Lim słuchamy oczywiście porównując to, co ich łączy lub dzieli. Starszy, Dong Min LIM, jest mniej spontaniczny, ale za to zna więcej tzw. patentów, dzięki którym może przykuć uwagę słuchacza np. brawurą oktaw w części środkowej Poloneza As-dur, bądź zafascynować świetnym odczytaniem polifonii w I części Sonaty h-moll. Gdyby jeszcze to wszystko popłynęło bardziej wartkim, spójnym nurtem... Mazurki op. 33 zagrał w innej kolejności, niż to zakłada regulamin, bo najpierw D-dur i po nim C-dur, co jednak może być uznane za przejaw swojego rodzaju... spontaniczności.

Chiao-Ying CHANG z Taiwanu wydała mi się podobna - zwłaszcza gdy idzie o możliwości pianistyczne - do Koreanki Soo-Jung Ann. Też, tak jak ona, dopiero w drugiej części swego występu (Sonata h-moll), pokazała iż jej obecność na estradzie koncertowej to bynajmniej nie dzieło przypadku.

Odnotujmy jeszcze występ młodziutkiego (17-letniego) Alexeja GORLATCHA z Ukrainy, który - jak to wynika z notki biograficznej - wsparcia swego talentu poszukuje w wielu ośrodkach i u wielu pedagogów. Życzmy mu, by trafił na tego najwłaściwszego, ale też by bardziej wierzył w siebie.

Francuz Nicolas BRINUIER jest pianistą o dużych możliwościach - z jednej strony czysto technicznych, a też i jego rozumienie muzyki - umiejętność konstruowania dużej formy, wystawiają mu dobre świadectwo. Znakomicie opanował technikę dźwiękową, przejawiającą się w jej bogatym zróżnicowaniu.

Dobór repertuaru to jeden z ważniejszych wyznaczników stylu. Jeśli Andrej YAROSHINSKIY wybrał do swych programów Fantazję f-moll, Scherzo cis-moll, Poloneza fis-moll oraz Sonatę z Marszem fun¯bre, to oznacza preferencję utworów heroiczno-dramatycznych. Tak też odbieramy jego interpretacje, odznaczające się wielkimi kontrastami i kulminacjami budowanymi na dużych płaszczyznach.

Styl chopinowski zaprezentowany przez pianistę austriackiego Ingolfa WUNDERA po pierwsze jest czytelny w swym artystycznym dookreśleniu i po drugie - daje się odnieść do znakomitych wzorów. Szukałbym ich gdzieś w "drzewie pianistycznych genealogii" bliskich Edwinowi Fisherowi i jego kontynuatorów, jak np. Alfred Brendel (nagranie płytowe m.in. Andante spianato i Wielkiego Poloneza Es-dur op. 22). To oczywiście tylko orientacja "kierunkowa". Ale coś tu mówiąca. Natomiast już bardziej detalicznie należy zauważyć, że Wunder potrafi harmonijnie łączyć elementy gry wirtuozowskiej z zawsze śpiewnie prowadzonymi "myślami muzycznymi". Przywołajmy w tym miejscu słowa Karola Mikulego o tym, jak grał sam Chopin: "Pod jego palcami każda myśl muzyczna rozbrzmiewała jak śpiew"... Gdyby Ingolf Wunder, poza wszystkim czym nas zachwyca, nie miał niewielu, ale jednak wyraźnie "niedogranych" detali? Pamiętajmy, że dla jury jest to jeden z najbardziej sprawdzalnych argumentów.

I Chopin, który zachwyca nas naturalnością. Wszystkiego: jakości dźwięku, muzycznego czasu, właściwej "klasycyzującej" dozy emocji, idealnie dobranego tempa, dyskretnej stylizacji motywów ludowych, majestatu i naturalnością tego, co chyba najtrudniej zrozumieć - dojrzałością. Jak można tak dojrzale grać Chopina mając tylko 20 lat!

Tak Chopina gra Rafał BLECHACZ. Gra tak, że Chopin być może powiedziałby: "Tak, to jest moja muzyka".
Jan Popis
© The Warsaw Voice 2010-2012