Taki jak dla siebie samego
Krzysztof Jabłoński w rozmowie z Aleksandrem Laskowskim
■ Jak podoba się Panu praca jurora?
Jest trudno. Każdemu z uczestników członek jury winny jest taki sam poziom skupienia, a ten niełatwo utrzymać przy takiej liczbie uczestników. Ale mam swoje sposoby.
■ Jakie?
To tajemnica. A mówiąc poważnie, w skupieniu pomaga, gdy ktoś gra dobrze, bo po prostu muzyka daje radość. Ale pomaga też, gdy ktoś gra źle, bo denerwuje i podnosi poziom koncentracji. Dla wszystkich uczestników jestem surowy i wymagający, bo taki jestem dla siebie samego.
■ Czy słuch absolutny pomaga w tej pracy?
Po prostu słyszę i wymagam. I często nie mogę wyjść ze zdziwienia, z jaką łatwością moi młodsi koledzy przechodzą do porządku dziennego nad rzeczami, które są niedopuszczalne. Mam na myśli błędy tekstowe, to, że pianiści często „odpuszczają” w wielu trudniejszych miejscach, opuszczają dźwięki lub grają nieczysto.
■ Nawet takim pianistom jak Rubinstein i Horowitz zdarzało się trafić nie ten klawisz...
I tak samo mnie to denerwuje. Tekst utworu powinien być podany bez błędów. Technika, warsztat to są warunki wstępne, które trzeba spełnić żeby w ogóle można było zacząć mówić o kreacji artystycznej, o budowaniu interpretacji.
■ Jak wspomina Pan konkurs sprzed 20 lat, kiedy zdobył pan trzecią nagrodę?
Szczególnie zapamiętałem – i teraz serdecznie pozdrawiam – ekipę kroniki filmowej, która kręciła się po scenie i przeszkadzała mi w graniu. Ale oczywiście nie chcę tu wyjść na malkontenta, w pamięci pozostała radość z nagrody, bo przecież w konkursie startuje się, żeby wygrać. Pozostaje mi tylko dodać, że w moim wypadku był to dopiero początek konkursowej kariery.