PolandAccess.pl
SEARCH
IN Warsaw
Exchange Rates
Warsaw Stock Exchange - Indices
The Warsaw Voice » Other » Monthly - October 20, 2005
Po raz pierwszy w jury
Wybrałem 10
Article's tools:
Print

Janusz Olejniczak w rozmowie z Aleksandrem Laskowskim

■Jurorzy w jednym zdają się być zgodni: praca w jury jest dość dużym wyzwaniem kondycyjnym. Czy to prawda?
Zdecydowanie tak. Należy przy tym pamiętać, że ja – podobnie jak profesor Jasiński – już w czasie eliminacji, czyli przed właściwym Konkursem, przesłuchałem 133 pianistów. Ciągle się zastanawiam, czy cały czas byłem na tyle skoncentrowany, żeby wszystko dostrzec. Ale wystarczy parę nut, w graniu pojawia się elektryczność i sprawa staje się prosta. Albo bardzo trudna, gdy po czterech taktach wiadomo, że gra nie będzie interesująca. A cały czas ma się świadomość, że trzeba będzie tego słuchać przez pięćdziesiąt minut.

■ John O’Conor w wywiadzie dla „Gazety” powiedział, że spodziewał się w Warszawie więcej poezji. Pan także?
Dla mnie wszystko zaczęło się w styczniu, kiedy pojechałem po raz kolejny do Miami na konkurs amerykański i po pierwszym etapie szóstka finalistów była da mnie jasna. W pierwszym etapie Konkursu Chopinowskiego odpadło dwóch moich faworytów, bardzo przeze mnie lubianych. Myślę, że dodaliby blasku drugiemu etapowi i finałowi. Pięć, dziesięć i piętnaście lat temu komentowałem Konkurs w radiu. Teraz jako juror pilnuję się, żeby słuchać tak jak kiedyś, czyli bardzo krytycznie w stosunku do jury, więc również do siebie samego. Wydaje mi się, że głosy, które oddawałem, były zgodne z moim sumieniem. Proszę pamiętać, że w muzyce Chopina nie można przekraczać pewnych granic dobrego smaku. Po to w końcu jest ten Konkurs, by tego pilnować. Ale z drugiej strony marzę o takich indywidualnościach jak Pogorelić. I szkoda mi kilku pianistów, którzy nie grają w finale.

■ Zdziwiła Pana lista finalistów?
Trafiłem dziesięciu z dwunastu. Bardzo żałuję Ingolfa Wundera.
Czy można mówić o kontrowersyjnej decyzji jury względem Austriaka?
To nie jest kontrowersja typu Pogorelića, który miał niezwykle silną osobowość. Teraz, jako osobie doświadczonej, łatwiej mi go zrozumieć. Ale jeżeli posłucha Pan płyty z konkursowego koncertu Pogorelića, który grał Scherzo cis-moll, pierwszy krzyk wśród publiczności – to mój głos.

■ Jak wspomina Pan dziś swój udział w Konkursie?
Teraz jestem jurorem, nie wiem, czy będę nim ponownie, nie wiem nawet, czy chcę. Uważam, że potrzebna jest nowa formuła. To jest mordercze dla młodych ludzi i jurorów. Być może dojdzie do tego, że – na kształt festiwali filmowych – odbędzie się kilkadziesiąt recitali i zostanie przyznane Grand Prix. A wspomnienia z Konkursu mam wspaniałe. Ale to były inne czasy...
© The Warsaw Voice 2010-2012